My i oni
Jaka jest nasza Pogoń? Są nazwiska, ale nie ma drużyny. Już nawet nie jest tajemnicą, że zespół jest podzielony.
Podobno są w drużynie tacy, co ciężko pracują i tacy co niespecjalnie się wysilają. Ci drudzy nie muszą, bo miejsce w składzie i tak mają. Decyduje nazwisko albo zarobki. W naszej Pogoni są tacy, co się serdecznie nie lubią.
W Brazylii, gdzie piłkarze podobno wzorowo pracowali nad swoją formą, doszło do bójki. Do oczu skoczyło sobie dwóch dobrych zawodników. Teraz Panik jednego wystawia na jednym skrzydle, a drugiego na drugim. Tak na wszelki wypadek, żeby znowu się nie pobili.
Piłkarze tracą bramkę i uchodzi z nich powietrze, jak z przekłutego balonu. Grają, bo muszą. Bo do końca zostało dziesięć albo dwadzieścia minut. Na boisku brakuje lidera, który pociągnąłby za sobą pozostałych. Był taki, ale jego autorytet został podważony. Przegrał wybory na kapitana, choć trener Baniak powiedział mi niegdyś, że bez niego zespół traci połowę swej wartości.
Dzisiaj portowcy są wtłoczeni w sztywne ramy taktyki. Rozkaz numer 1 na mecz z Górnikiem: grać skrzydłami i wrzucać piłkę. Efekt: przez 90 minut grają z uporem maniaka na skrzydło, stamtąd centra. Matlak bije 5 albo 15 rogów. Co za różnica ile? I tak zabrzanie wszystko wybijają. Rozkaz numer 2: gramy trójką w obronie. I biega to biedne trio, kompletnie nie wiedząc o co chodzi.
Tam gdzie zawsze był Michalski, teraz nie ma nikogo. I jeszcze Milar. Przewraca się na polu karnym czy jest faul, czy go nie ma. Każdy sędzia w Polsce już zna te sztuczki. Więc czemu się dziwić, że Żyro nie gwizdał...
Głos Szczeciński/ Przemysław Sas
------------------------------------------------------
brawo Przemek za odważny komentarz

bardzo dużo trafnych spostrzeżeń
pozdrowionka od najlepszego serwisu o Pogoni