|
|
Baniak o Pogoni - 21/11/2002 11:29
Bogusław Baniak: Nie może im zależeć tylko na Pogoni jako dobrym interesie
21 listopad, 2002
Nie może im zależeć tylko na Pogoni jako dobrym interesie, ale przede wszystkim na budowaniu tu silnej piłki - twierdzi były trener Lecha Poznań
Wprowadził poznański zespół do ekstraklasy. Mecze Lecha pod jego przewodnictwem oglądała największa widownia piłkarska w kraju. Jednak dobre czasy Bogusława Baniaka w Poznaniu skończyły się miesiąc temu, kiedy zarząd klubu ze względu na wyniki postanowił odsunąć go od prowadzenia drużyny. Niedawno pojawiły się w Szczecinie spekulacje, że Baniak ponownie może zostać trenerem Pogoni.
Jeszcze niedawno zarząd Lecha nie wyobrażał sobie drużyny bez Baniaka. Dziś stosunki między Panem a poznańskim klubem podobno uległy ochłodzeniu. Dlaczego?
Bogusław Baniak: Ta sprawa została niepotrzebnie rozdmuchana przez media. Kontrakt był podpisany na dwa lata i rozwiązaliśmy go za porozumieniem stron. Jednak do czerwca przyszłego roku jestem związany z Lechem ze względu na zobowiązania finansowe wobec mojej osoby.
Krąży plotka, że nie na rękę jest Lechowi wywiązanie się z tego zobowiązania.
- Nie wiem, jakie Lech ma zamiary wobec mnie, wiem jednak, jakie prawa gwarantowane przez PZPN przysługują mi jako trenerowi kontraktowemu pracującemu w I lidze.
Poznański klub musi więc wywiązać się z umowy do końca?
- Tak.
Czyli formalnie, choć jest Pan związany kontraktem z Lechem, może Pan podjąć pracę w innym klubie. Niedawno pojawiły się głosy, że gdyby Pogoń opuścił Jerzy Wyrobek, Bogusław Baniak zajmie jego miejsce.
- W przeszłości tak dobrze mi się współpracowało ze szczecińskimi dziennikarzami, że ich ofertę mogę z miejsca przyjąć. Ale poważnie. Jurek Wyrobek jest moim starszym kolegą, szanuję go, jest autorytetem. I nie chciałbym być jego zmiennikiem.
Ale jeśli tak by się stało - choć zastrzegam, że nie lubię się bawić w gdybanie i pocztę pantoflową - to najpierw mała refleksja. Jestem zdruzgotany sytuacją Pogoni. Nie tylko tą sportową, ale tym, co się dzieje w Szczecinie. Pracowałem teraz w klubie, który Wielkopolanie budowali na gruzach. Dziś jest na pierwszych stronach gazet. Może jeszcze nie z powodu wyniku sportowego, ale jako przykład wspaniałego marketingu i tego, jak zapełniono trybuny.
To zrobili młodzi ludzie, którzy pochodzą z Wielkopolski, którzy się tam urodzili. Tak zaczęli budować zespół. My natomiast - co mnie przeraża - wszystko w Szczecinie potrafimy pięknie niszczyć. Oddajemy klub ludziom, którzy są przejazdem w Szczecinie. Nie oszukujmy się: od piłkarza Pogoni po władze klubu są to ludzie, którzy dziś biorą walizki i w każdej chwili wyjeżdżają.
Kiedy przychodziłem do Lecha, na parkingu klubowym bodaj tylko mój samochód i Norberta Tyrajskiego miały zachodniopomorskie rejestracje. Reszta wielkopolskie. To mnie w pewien sposób urzekło. Jednocześnie to także swoiste wyjaśnienie, dlaczego w Pogoni dzieje się tak, jak obecnie.
Czyli obrano złą drogę?
- Może inaczej. Do mnie nie przemawia fakt, że zespół był budowany. On po prostu został kupiony i ktoś za to był odpowiedzialny. Dziś to trzeba rozliczyć. Tak jak mnie rozliczono w Lechu za pięć remisów, których się nie wstydzę i twierdzę, że odszedłem z Lecha z podniesioną głową, tak trzeba teraz rozliczyć w Szczecinie pół roku. Miasto pozwoliło sobie na to, żeby być na ustach kibiców w kraju, ale komentarz jest tylko jeden - kpina. To nie jest przypadek, że niektórzy w tym zespole nie nadają się do I ligi. Bezwzględnie nadaje się trener, kilku piłkarzy. Jednak tę drużynę było stać na więcej niż tylko sześć punktów.
Tak tłumaczę sobie sytuację w Pogoni jako trener. Włos się jeży na głowie, gdy czytam, że zawodnicy grający w Szczecinie są be i nie nadają się do I ligi, ale ktoś ich przecież kupił pod kątem występów w ekstraklasie. Dziś okazuje się, że to było marnotrawstwo.
Oczywiście mi też można zarzucić, że nie trafiłem z transferem tego czy innego piłkarza, ale Lecha zasadniczo tworzą poznaniacy. I śmiem twierdzić, że za dwa-trzy sezony Lech będzie silniejszy od Pogoni, bo jest oparty na ludziach związanych z Poznaniem. Błędem Pogoni są liczne eksperymenty ze składem i ciągłe przekonanie, że to, co obce, znaczy lepsze. Wierząc w to, oddano wszystko, co było związane z klubem, nawet nazwę.
Czyli Pogoń powinna żywcem czerpać z doświadczeń Lecha?
- Żywcem się nie da, bo społeczność w naszym regionie i w Wielkopolsce różni mentalność. Jednak praca w Lechu jest dla mnie bardzo dobrym doświadczeniem. Z niczego, ale po gospodarsku zbudowano klub z pierwszoligowym budżetem, który na razie nie ma ogromnych aspiracji, ale będzie piął się w górę. I wcale nie dlatego, że Poznań ma więcej inwestorów, ale dlatego, że była grupa ludzi, którym zależało naprawdę na klubie. Języczkiem u wagi nie były grunty, ale klub.
Czy to jest możliwe w Szczecinie?
- Oczywiście, ale potrzeba ludzi z inicjatywą, pochodzących lub związanych ze Szczecinem. Nie może im zależeć tylko na Pogoni jako dobrym interesie, ale przede wszystkim na budowaniu tu silnej piłki. Jeśli ta jest, to i interes można przy tym zrobić, ale tylko w tej kolejności.
Emocjonalnie mówi Pan zarówno o Pogoni, jak i o Lechu. To mają Panu za złe poznańscy kibice i część tych w Szczecinie. Tymczasem kiedy wprowadzał Pan Poznań ponownie do ekstraklasy, nie było chyba kibica "kolejorza", który powiedziałby złe słowo o Panu. Zatem któryś z tych klubów jest Panu bliższy?
- [śmiech] Dwie szczecińskie gazety trochę zmodyfikowały moją wypowiedź, pisząc, że serce Baniaka bije dla Pogoni. Stąd nieporozumienia. Otóż nie ma żadnej gradacji. Nie ma co się oszukiwać - obecnie najlepiej zorganizowanymi kibicami są fani Lecha. Nie najlepsi, ale najlepiej zorganizowani - żeby nikogo nie urazić. Pewne jest to, że kocham żonę. Pewne jest także, że łaska kibica na pstrym koniu jeździ.
Pamiętam, że w Szczecinie byli wspaniali kibice i nadal są. Tyle że nie mają na co przychodzić. Stąd też ich frustracja.
Kiedy zaczynałem pracę w Lechu, na trybuny przychodziło tysiąc osób, a zostawiłem go z widownią ponaddwudziestotysięczną. Oni wspierali mnie, a ja swoją pracę wykonywałem najlepiej, jak potrafię. Wyszło nam to i za to jestem im wdzięczny. Taka praca czeka nas obecnie w Szczecinie.
Źródło: Gazeta Wyborcza
|
POGOŃ TO MY !
|
|