|
|
Czasem (nie)miło powpominać... - 26/08/2003 11:14
23 sierpnia 2003 r. - dwa lata od blamażu Pogoni Szczecin
Tuż przed losowaniem par rundy kwalifikacyjnej Pucharu UEFA większość sympatyków portowców życzyła im rywalizacji z Islandczykami. No i szczęście dopisało. Ale zakończenie było tragiczne.
Kto by przypuszczał, że Islandia obejmie prowadzenie w swojej grupie eliminacyjnej do Mistrzostw Europy, a Polska, mając łatwiejszych rywali, będzie zajmować czwarte miejsce? A jednak!
Polska, mając w grupie eliminacyjnej Szwecję, Łotwę, Węgrów i San Marino, zajmuje czwarte miejsce. A Islandia? W środę pokonała na wyjeździe Wyspy Owcze 2:1 i dzięki temu po raz pierwszy w historii objęła prowadzenie w grupie eliminacyjnej. Szanse na występ na boiskach Portugalii w przyszłym roku wikingowie mają spore, w przeciwieństwie do naszej drużyny. Troszkę przyczyniliśmy się do ich sukcesów. Jednak w Szczecinie mało kto chce o tym pamiętać.
W sobotę dokładnie w porze meczu w Jaworznie (II liga: Szczakowianka - MKS Pogoń, godz. 17.30) miną dwa lata od jednego z największych blamaży w historii szczecińskiej Pogoni, a zarazem największego sukcesu islandzkiej piłki. Portowcy w dwumeczu ulegli Fylkirowi Reykjavik (1:2 w Islandii, 1:1 w rewanżu). Jak do tego doszło?
Do trzech razy sztuka
Latem 2000 r. prezes Pogoni Sabri Bekdas zbudował w Szczecinie zespół, który miał walczyć o najwyższe miejsca w lidze. Do zimy wszystko było cacy, bo drużyna pod wodzą Edwarda Lorensa zdobyła mistrzostwo jesieni. W przerwie zimowej zaczęły się problemy. Bekdas nie dogadał się z miastem odnośnie do przekazania SSA Pogoń terenów okołostadionowych i wstrzymał finansowanie klubu. Kłopoty nawarstwiały się, wyniki były słabe. Lorensa zastąpił Mariusz Kuras, który uratował medal i zapewnił trzeci w historii klubu start w europejskich pucharach. Kibice mieli jednak pretensje do zawodników o nieprzykładanie się do gry w końcówce sezonu i zmarnowanie szansy na pierwszy w historii klubu tytuł mistrzowski.
W 1984 r. portowcy odpadli po dwumeczu z FC Köln, po trzech latach po rywalizacji z Hellas Veroną. Do dziś oba zespoły mają sporo sympatyków w Szczecinie. Przed dwoma laty dołączył do nich trzeci zespół - Fylkir Reykjavik.
Tuż przed losowaniem UEFA rozstawiła uczestników w rundzie kwalifikacyjnej. Pogoń mogła trafić na: FK Ventspils (Łotwa), Fylkir (Islandia), Cwmbran Town (Walia) lub FK Sarajevo (Bośnia i Hercegowina). Większość sympatyków zespołu opowiedziała się za wikingami. Wszyscy liczyli na awans. Szczęście w losowaniu dopisało. "Gazeta" biła tytułem "Hajda na Reykjavik!". Przed rywalizacją z Pogonią Fylkir był liderem tabeli, ale był też znany szczecinianom. Ci grali z tym zespołem kilka miesięcy wcześniej podczas obozu przygotowawczego w Portugalii i wygrali 3:0. Optymizm był, i to spory, choć Kuras liczył na innego rywala. - Wolałem Walijczyków, ale i ten rywal jest dla nas dobry - mówił po losowaniu trener Pogoni. - Są liderami w swojej lidze? Taka informacja musi nas zmobilizować. Ale polska piłka jest notowana wyżej niż islandzka.
Pierwszy mecz miał się odbyć w Szczecinie, ale dwa dni później kluby doszły do porozumienia o zmianie kolejności. Islandczycy chcieli mieć w pierwszym meczu pełne trybuny, a jakby przegrali wysoko w Szczecinie, to nikt by nie przyszedł na rewanż.
Czas awarii
Pod wodzą Kurasa portowcy świetnie rozpoczęli sezon. Choć kadra była znacznie osłabiona, to wciąż było w niej wielu piłkarzy z nazwiskami, którzy gwarantowali sukces. Na inaugurację Pogoń wygrała 3:0 w Radomsku (dwie bramki Podbrożnego i jedna Dymkowskiego, obroniony rzut karny Siergieja Szypowskiego). W następnych meczach szczecinianie zanotowali dwa remisy z Ruchem Chorzów i we Wronkach. Podczas meczu z Amiką szczecińscy kibice pożegnali piłkarzy. - Wygrajcie, wygrajcie, wygrajcie - śpiewali.
Im bliżej meczu, tym napięcie bardziej rosło. W drużynie przeciwnika nie bagatelizowano, za to media i kibice byli pewni wygranych.
Działacze Pogoni zdecydowali, że kadra poleci rejsowym połączeniem z przesiadką w Kopenhadze. W środę 8 sierpnia o godz. 12.30 autokar z piłkarzami, sztabem szkoleniowym i działaczami oraz trójką dziennikarzy (oprócz niżej podpisanego mecz na żywo oglądali Jan Pachlowski z Radio Plus i Jacek Kmiecik z "Przeglądu Sportowego") wyruszył w stronę Goleniowa. Tuż przy Aeroklubie Szczecińskim autokar odmówił posłuszeństwa. Na lotnisko zespół dojechał taksówkami. Na odprawie paszportowej trochę problemów mieli obcokrajowcy: Veselin Djokovic i Siergiej Szypowski.
W Kopenhadze spędziliśmy trzy godziny na wielkim lotnisku. Spacery po sklepach, kawiarniach, i przerwa w podróży minęła. Lot do Rejkiawiku Boeingiem 757 trwał blisko trzy godziny. Piłkarzom wróciły humory, więc przelot minął szybko.
Na lotnisku wszyscy śmialiśmy się z delegacji Fylkiru, która nawet nie zauważyła zespołu. Po przywitaniu portowcy udali się do trzygwiazdkowego hotelu Esja. - Wszystko przygotowali według naszych propozycji, które przesłaliśmy im tydzień wcześniej - cieszył się Dariusz Dalke, masażysta Pogoni. - Poprosiliśmy o: piersi z kurczaka, łososia, ziemniaki, ryż i zestawy sałatek oraz lody na deser.
Różnica czasów pomiędzy Polską a Islandią wynosi dwie godziny. Tak wiec my dotarliśmy do Reykjaviku po godz. 21, ale w Szczecinie było przed północą.
W dniu meczu po śniadaniu piłkarze udali się na rozruch na stadionie klubowym. Obiekt Fylkiru prezentował się fatalnie. Jedna trybuna (siedem rzędów) wylana betonem. Brakowało krzesełek, choć podobno dziś są już zainstalowane. Portowcy trenowali niespełna godzinę i wrócili do hotelu. Po obiedzie mieli pospać, ale spokój zakłócali robotnicy. Aby ich uciszyć, kilku z piłkarzy porzucało w nich owocami.
Fatalny mecz
Przeszło godzinę przed meczem zespół udał się autokarem do oddalonego od Esji niespełna o kilometr stadionu narodowego Laugardasvollur mogącego pomieścić 14 tys. kibiców, z czego połowa siedzących. Dla przypomnienia. Pogoń po słabej grze przegrała 1:2 w obecności około tysiąca kibiców. Zainteresowanie małe, bo i media mało informowały o meczach, szanse były małe, i nawet małe ceny biletów (5, 10, 20 dolarów) nie miały wpływu na frekwencję. - Nasza gra pozostawiała wiele do życzenia i doprawdy nie wiem, skąd tyle nerwowości w naszej postawie - mówił kapitan drużyny Dariusz Dźwigała, który zdobył honorowego gola z rzutu karnego. Strat było więcej: Maciej Stolarczyk ujrzał czerwoną kartkę, Paweł Skrzypek zerwał więzadła w kolanie, Piotrowi Mosórowi odnowiła się kontuzja pachwiny.
- Po raz pierwszy Islandczycy pokonali zespół z Polski - cieszył się Bjarni Johannsson, trener Fylkiru. - W Szczecinie będziemy bronić zaliczki.
Humory piłkarzom przestały dopisywać. - Przyjmujemy krytykę, ale pytanie, czy się wstydzimy, nie jest dobre. Jest wiele rzeczy ważniejszych w życiu, z powodu których można się wstydzić - stwierdził obrońca Jacek Bednarz. - Liczy się dwumecz.
Niewiarygodne
Odkupienie za wpadkę miały przynieść mecze ligowe. Piłkarska Polska śmiała się z Pogoni, więc trzeba było zwycięstw, aby uciszyć krytyków i pokazać, że wynik z Fylkirem to był wypadek przy pracy.
Przed rewanżem Pogoń zagrała w Olsztynie i zremisowała 1:1 (kontuzja Veselina Djokovicia) i pokonała Śląsk Wrocław 2:1. W spotkaniu z wrocławianami kontuzję odniósł bramkarz Siergiej Szypowski, a bramki zdobyli: Maciej Kaczorowski i Dariusz Dźwigała z wolnego.
Przyszedł czwartek 23 sierpnia. 3:0 to było minimum, którego żądali fani. I można było wygrać wysoko. Już w szóstej minucie Dźwigała zdobył pierwszego gola. Później portowcy mieli kolejne szanse, z których większość zaprzepaścił Kaczorowski. W miarę upływu Islandczycy zaczęli naciskać i dopięli swego. W doliczonym czasie gry błąd bramkarza Wojciecha Tomasiewicza (złapał podanie od Bednarza) uratował Kazimierz Węgrzyn, który wybija piłkę na róg. Po dośrodkowaniu doszło do zamieszana w polu karnym i Petur Jonsson kolanem wepchnął piłkę do bramki.
- To najbardziej przykry remis w moim życiu. Moi zawodnicy siedzą teraz w szatni ze zwieszonymi głowami i nic nie mówią - podsumował Kuras.
Awans drużyny z Rejkiawiku został odebrany w Islandii jako ogromny sukces. Jonssona okrzyczano bohaterem narodowym, a większość doniesień miało słowo "Ótrulegt" (niewiarygodne). Zawodowa Pogoń przegrała z biznesmenami, urzędnikami, rybakami i studentami.
Gdzie są kluby
Od tamtego wydarzenia mijają dzisiaj dwa lata. Pogoni nie ma. Od przynajmniej roku była finansowym bankrutem i nie została zgłoszona do rozgrywek. W Szczecinie próbuje ją zastąpić MKS Pogoń, klub sprowadzony z Piotrkowa, któremu nadano historyczną nazwę. A Fylkir? W 2001 r. zakończył rozgrywki na czwartym miejscu, po roku było lepiej, bo na drugim. W niedzielę "pomarańczowi" zagrają z liderem KR Reykjavik. Tracą do nich punkt na cztery kolejki przed końcem. Jakby w ubiegły poniedziałek Fylkir wygrał u siebie z Trotturem, to już by prowadził. Przegrał 1:5.
Wikingowie grają również w Pucharze UEFA. W pierwszym meczu przegrali w Sztokholmie z AIK 0:1. Rewanż zagrają w czwartek.
Będę trzymał za nich kciuki. Tak jak i za reprezentację Islandii, która w swojej grupie gra bez kompleksów i wyprzedza o punkt Niemców, a o cztery Szkotów.
Ludzie Pogoni
Co obecnie robią osoby, które przed dwoma laty były związane ze szczecińskim zespołem i uczestniczyły w dwumeczu z Fylkirem.
Mariusz Kuras (trener) - pracuje w GKS-ie Bełchatów; Jacek Bednarz (grający asystent) - wrócił do zawodu prawnika i reprezentuje interesy piłkarzy; Siergiej Szypowski (grający asystent) - trener bramkarzy w GKS-ie Katowice; Leszek Pokorski (kierownik) - wrócił do Gdyni; Jerzy Orłowski (kierownik) - bezrobotny; Dariusz Dalke (masażysta) - pracuje w MKS Pogoń; Stanisław Mazuro (masażysta) - pracuje w Stali Szczecin; Dariusz Lejman i Witold Brzeziński (lekarze) - pracują w szczecińskich szpitalach; Wojciech Tomasiewicz - trener Arkonii Szczecin; Maciej Stolarczyk - gra w Wiśle Kraków; Kazimierz Węgrzyn - gra w Cracovii Kraków; Paweł Skrzypek, Veselin Djokovič i Bartosz Ława - grają w Amice Wronki; Piotr Mosór, Jerzy Podbrożny i Marek Walburg - grają w Widzewie Łódź; Dariusz Gęsior - gra w Wiśle Płock; Dariusz Dźwigała - gra w Polonii Warszawa; Radosław Biliński, Paweł Drumlak, Maciej Kaczorowski - grają w MKS Pogoń; Leszek Pokładowski - gra w GKS-ie Bełchatów; Robert Dymkowski - szuka klubu. Nie grali: Maciej Gumowski - gra w Zorzy Dobrzany; Rafał Piotrowski - gra w KP Police; Bartosz Ława - gra w Amice Wronki; Piotr Dubiela - grający trener Kotwicy Kołobrzeg.
Liczba występu
40 000
tyle dolarów kosztował udział Pogoni w Pucharze UEFA
5
tylu piłkarzy z obecnego Fylkiru grało z Pogonią
Fajnie czasami powspominać, nawet takie mecze... Mam nadzieje, ze dzisiaj wreszcie uda sie nam odniesc sukces i awansowac do LM, chociaz szanse sa na to bardzo male...
|
|
|