Autor
Wiadomość
   Hyde Park -> Paprykarz Szczeciński - Prawdziwa Historia << początek   < poprzednia   l   następna >   ostatnia >>     idź na dół   
k(c)ompanyPL
Kibic
IP: zapisany
Na forum od 8019 dni




Paprykarz Szczeciński - Prawdziwa Historia - 12/07/2004 00:11
Każdy z nas powinien znać historię Paprykarza :D
Jest tego sporo... ale naprawdę warto przeczytać (jeżeli to było na forum, to temat do kasacji)

W Polsce był słynny niczym zupy Campbella w Stanach. W popularności mogła mu dorównać tylko konserwa turystyczna z zieloną naklejką i eksportowa puszka polish ham dostępna w Peweksach. Miał znak towarowy tak rozpoznawalny, jak buty Relaksy, papierosy Sport, "maluch" i zabawkowy pistolet Precyzja. Zawojował rynek w latach 70., później jego skład był odbiciem kryzysu gospodarczego. W latach 80. szczególnie popularny wśród studentów, artystów i alkoholików. "Paprykarz szczeciński" - kultowa puszka czasów PRL-u.

Rozesłałem znajomym sms-a "Jeśli nigdy nie jadłeś paprykarza szczecińskiego - oddzwoń". Cisza. W końcu zadzwonili pierwsi, pytając, czy nie zwariowałem. Takich, co nie jedli paprykarza, nie ma. Paprykarz we wspomnieniach konsumentów:

"Egzotyczny taki był w smaku". "Bywał mniej lub bardziej pikantny, cholera wie, od czego to zależało". "Czasami jak rzucili gorszą partię, to kręgosłupy się trafiały, kawałki płetw, łusek. Ale w akademiku wszystko się jadło". "Kiedyś próbowałem go podgrzać, bo na puszce było napisane, że można też jeść na gorąco. Wyszło coś strasznego". "Mój znajomy Belg, będąc w Polsce, spróbował paprykarza. Później pisał, żeby mu przysłać". "W Żeglarskiej do piwka trzeba było wziąć zakąskę, państwo propagowało kulturalne picie, a z zakąską wiadomo - kulturalniej. Do wyboru był koreczek żółtego sera lub paprykarz. Sęk w tym, że jeden paprykarz był na cztery piwa, a jednorazowo można było kupić dwa kufle. No więc, jak byłeś bez kolegi, to trzeba się było dogadać z kimś z kolejki i wziąć paprykarz na spółę".

Też mam swoje wspomnienia. Lipiec 1985 r. nad morzem. Mamy po kilkanaście lat, pierwszy biwak bez rodziców. Przysiadamy się do ogniska jakichś Ślązaków.
- Skąd jesteście?

- Ze Szczecina.

- No to cześć, paprykarze.

Wszyscy rechoczą. Chwilę później okazuje się, że przed wyjazdem nad morze w paprykarz uzbroili się prawie wszyscy.


GOWIK W SOSIE PICADYLLI, CZYLI ZŁOTE LATA RYBOŁÓWSTWA

Paprykarz urodził się w Szczecinie w połowie lat 60.

To były złote lata polskiego rybołówstwa dalekomorskiego, które 30 lat później odeszło do historii. Trawlery Dalmoru, Transoceanu i Gryfa łowiły ryby na całym świecie. Szczecińskie Przedsiębiorstwo Połowów Dalekomorskich i Usług Rybackich "Gryf" było prekursorem połowów na wodach afrykańskich, przede wszystkim u wybrzeży zachodniej Afryki. Pierwsze polskie konserwy z ryb afrykańskich schodzą z taśmy w Szczecinie w 1963 r. - są to m.in. gowik w sosie picadylli oraz pagrus w sosie pomidorowym i musztardowym. Autorem receptury był Henryk Smykowski.

Wymyślenie paprykarza, który szybko stał się hitem, byli pracownicy Gryfa przypisują Wojciechowi Jakackiemu, szefowi produkcji w przedsiębiorstwie. Jakacki już nie żyje.

Bogusław Borysowicz, założyciel i wieloletni pracownik Gryfa, dobrze pamięta narodziny paprykarza. Rozmawiamy w jego mieszkaniu w mrówkowcu przy al. Wyzwolenia. Przeglądam prywatne archiwum Borusowicza, który próbuje uchronić przed zapomnieniem niegdysiejszą potęgę polskiego rybołówstwa.

- Kiedyś nasi technolodzy ze statków-chłodni spróbowali w którymś z portów lokalnego przysmaku czop-czop - wspomina Borysowicz. - Była w tym ryba, ryż i bardzo ostra przyprawa - pima. W Polsce Jakacki zapytał dziewczyny z laboratorium, czy nie podjęłyby się wyprodukowania czegoś podobnego do puszki. No i po wielu próbach udało się. Tak powstał nasz paprykarz.

Nie wiadomo już, kto wpadł na pomysł, aby do produkcji nowej, "egzotycznej" konserwy wykorzystać ścinki powstałe przy krojeniu zamrożonych bloków rybnych (powstawały z nich kwadratowe, panierowane kostki). Zapewne był to jeden z wielu pomysłów racjonalizatorskich - w archiwalnych dokumentach z Gryfa znalazłem wzmiankę o specjalnym zespole racjonalizatorskim działającym wtedy w przedsiębiorstwie. Poza mięsem z różnych gatunków afrykańskich ryb w paprykarzu szczecińskim - tym pierwszym, oryginalnym - była pulpa pomidorowa sprowadzana z Bułgarii i Węgier, ostra afrykańska papryczka pima, warzywa i przyprawy. Pierwsze puszki paprykarza zeszły z taśmy w 1967 r.

1 grudnia 1968 r. szczecińska puszka dostała prestiżowy znak jakości Q. Paprykarz rozchodził się jak ciepłe bułeczki.

PODRABIALI NAS W KOLUMBIIi

- Krajanka gryfowska, koreczki gryfowskie! - Borusowicz cmoka na to wspomnienie. - To były puszki! Nie to, co teraz.

W 1962 r. zarządzeniem ministra żeglugi Zakłady Rybne w Szczecinie połączono z Zakładem Produkcji Konserw rybackiego Gryfa. W ten sposób powstał czołowy polski producent konserw rybnych.

Cała historia szczecińskiego przetwórstwa ryb zawarta jest w rejestrach projektów wynalazczych. Wynika z nich np., że w 1961 r. inżynier Zbigniew Stankiewicz wprowadził technologię wędzenia makreli na zimno. A Józef Witkowski i Bolesław Burchard opracowali "Filety z makreli z jarzynami". W 1970 r. pojawiają się puszki "Filarek", "Harengo", "Pima", i "Sardines". I cała seria sardynek z tzw. akwenów saharyjskich (czyli wybrzeża północnej Afryki): "Sardynka po węgiersku", "...delikatesowa", "...po bułgarsku".

Na przełomie lat 60. i 70. znak jakości uzyskało osiem puszek z Gryfa, poza "Paprykarzem szczecińskim" m.in. "Sałatka pikantna z makreli" i "Brisling w oleju aromatycznym".

Liczby. W 1976 r. Gryf wyprodukował 4,9 mln kg konserw. Kilka lat później - 22 mln kg. Połowę produkcji przez wiele lat stanowił paprykarz. Puszki z Gryfa z handlowym hitem na czele były eksportowane do 32 krajów. m.in. do ZSRR, Danii, USA, Japonii, Jordanii, Liberii, Węgier, Wybrzeża Kości Słoniowej i Togo.

Ciekawostka. Odpowiednik naszego paprykarza, wzorowany na szczecińskim, był produkowany w Kolumbii - jak to ujęto w archiwum szczecińskiego przedsiębiorstwa - "ciesząc się dużym wzięciem i stanowiąc przedmiot eksportu do krajów sąsiednich".

BŁĘKITEK Z ROBAKAMI I EKSTRAPARTIA DLA KONTROLERÓW

Tylko przez kilka lat do paprykarza trafiało mięso z ryb afrykańskich.

Pod koniec lat 60. polskie rybołówstwo zaczęło tracić łowiska przy Afryce zachodniej. Wojna domowa w Nigerii spowodowała przemieszczenie naszej floty na południe - na ówczesne wolne wody namibijskie. Poza tym w latach 70. zakończył się proces powszechnego zawłaszczania wód przybrzeżnych i wprowadzania narodowych stref ekonomicznych. - Stawiało to nasze rybołówstwo w niezwykle trudnej sytuacji - mówi Borysowicz. - Musieliśmy się ratować uzyskiwaniem limitów połowowych, wykupem licencji połowowych, kooperacją z miejscowymi rybakami.

Po zakończeniu eksploatacji wód afrykańskich do paprykarza trafiał atlantycki mintaj i miruna.

W miarę narastającego kryzysu gospodarczego (oficjalnie pisano: "złożona sytuacja na rynku wewnętrznym"), zmieniał się skład paprykarza. Egzotyczną pimę zastąpiła węgierska ostra papryka w proszku, coraz częściej szczecińska puszka "nie trzymała" pierwotnej normy 50 proc. rybiego mięsa, które zastępowano większą ilością ryżu.Najgorsze czasy dla paprykarza przyszły w latach 80. W połowie lat 80. wybuchła afera, kiedy okazało się, że błękitek, którym zarzucono wtedy polski rynek, jest zarobaczywiony. Ryba zniknęła z rynku, ale mówiło się, że przemielono ją i wrzucono do paprykarza.

- Eee tam, był błękitek w puszce, ale jaka to afera - komentuje Borysowicz.

Prof. Wojciech Piasecki, kierownik Zakładu Chorób Ryb Akademii Rolniczej w Szczecinie, pamięta "sprawę błękitka".

- Po wyparciu z łowisk afrykańskich nasza flota przeniosła się wtedy na Falklandy - wspomina prof. Piasecki. - Stamtąd pochodził właśnie ten błękitek, który należy do szczególnie zapasożyconych ryb. Owe pasożyty - Kudoa alliaria - występują w mięśniach. Ich skupiska to malutkie torebeczki o średnicy 2-4 mm, wypełnione białą mazią. Po zmieleniu mięsa w paprykarzu mogły przypominać ziarna ryżu, który był składnikiem potrawy.

- Masa ludzi to przecież zjadła.

- Błękitki trafiały do Polski z Falklandów zamrożone. Zawarte w nich pasożyty nie miały więc już szans na przeżycie takiej podroży. Zresztą Kudoa alliaria należą do pasożytów, które nie rozwijają się w organizmie człowieka.

W latach 80. były momenty, w których niegdyś rozchwytywany paprykarz był na sklepowych półkach jedynym produktem obok octu. Poza rybim mięsem trafiały do niego odpady - łuski, fragmenty płetw i ości nie były rzadkością.

Była wieloletnia pracownica Gryfa: - Zawsze dyrekcja wiedziała wcześniej, że będzie kontrola handlowa czy sanepidowska. Wtedy przygotowywaliśmy ekstrapartię paprykarza specjalnie pod tę kontrolę. Więcej mięsa, lepiej doprawione. Sporo tego robiliśmy, a że specjalny paprykarz był naprawdę smaczny, brało się go do domów i rodziny jeszcze długo jadły. Kontrolerzy też jedli ze smakiem.

Ostatnia puszka "Paprykarza szczecińskiego" z Gryfa zeszła z taśmy przed dziesięcioma laty. Firma już nie istnieje, bo rybołówstwo dalekomorskie stało się w latach 90. nierentowne.

SZCZECIŃSKI Z PSZCZYNY

Dzisiaj "Paprykarz szczeciński" z taką samą etykietą jak przed laty produkowany jest wszędzie, tylko nie w Szczecinie.

Przeglądam oferty handlowe w internecie. "Paprykarz szczeciński" produkuje m.in. firma Łosoś sp. z o.o. z Ustki, Wilbo SA (pod marką Neptun) z Władysławowa i Rekin z Pszczyny.

Marzena Chrostowska z zarządu władysławowskiej spółki Wilbo: - Produkujemy tę puszkę od lat. Przecież nie tylko my. Według naszej wiedzy nikt nie zastrzegł tej nazwy. Z paprykarzem szczecińskim jest podobnie jak z konserwą turystyczną z zielono-czerwoną-białą etykietą. Pewna firma, która robiła ją pierwsza, wytoczyła innej proces. Sąd uznał jednak, że jest to zbyt popularna nazwa.

Paprykarz szczeciński wszedł do języka obiegowego. Dzisiaj to m.in. nazwa audycji radiowej (w Radiostacji) i zespołu muzycznego. Istnieje też przyśpiewka kibiców Odry Opole adresowana do "paprykarzy" - fanów szczecińskiej Pogoni. Jej jednak nie da się tu przytoczyć.

Znajomy, do którego dotarł mój sms, powiedział, że szkoda naszego paprykarza. Jego zdaniem należałoby mu się jakieś małe muzeum, w którym puszki stanęłyby obok szczecińskiego motocykla Junak, który podbił całą Polskę, i naszych wspaniałych dżinsów Odra.

żródło: Gazeta Wyborcza, autor Adam Zadworny

Aviva Aviva Aviva Paprykarz :D


Herman Haken. Takiego Prezydenta potrzeba Szczecinowi.
..:MiSiEk:..
Kibic
IP: zapisany
Na forum od 7987 dni




Odp: Paprykarz Szczeciński - Prawdziwa Historia - 12/07/2004 00:42
a moze by tak flage z napisaem ''PAPRYKARZ SZCZECIŃSKI'' fajna flaga by była


>>>>>>>>>>GRANATOWO-BORDOWI<<<<<<<<<<
Cypek
Kibic
IP: zapisany
Na forum od 8101 dni




Odp: Paprykarz Szczeciński - Prawdziwa Historia - 12/07/2004 01:07
Przeczytam, jak wstane(śpie);)


kln
Kibic
IP: zapisany
Na forum od 7910 dni




Odp: Paprykarz Szczeciński - Prawdziwa Historia - 12/07/2004 01:51
Oj ciekawa lektura... Az mam ochote na Paprykarz Szczeciński!


Bosman
Kibic
IP: zapisany
Na forum od 8003 dni




Odp: Paprykarz Szczeciński - Prawdziwa Historia - 12/07/2004 03:08
I Love Paprykarz Szczecinski!!! Heh,ale mam grubo :D


Nasza Pogoń najlepsza w Polsce jest !!!
TRW
Kibic
IP: zapisany
Na forum od 7910 dni




Odp: Paprykarz Szczeciński - Prawdziwa Historia - 12/07/2004 09:53
DZIEKI JESLI PAPRYKARZ SZCZECISKI ROBIA Z TEGO SAMEGO CO CIEKIE PARÓWKI W AGRYFIE TO JA TEGO NIEJEM BO TE PARÓWKI MAJA WSZYSTKO


TRW
silver_woman19
Kibic
IP: zapisany
Na forum od 7983 dni




Odp: Paprykarz Szczeciński - Prawdziwa Historia - 12/07/2004 10:09
T może jeszcze umiecicie coś o Sledziach???:D


" You will never walk alone" MKS...MKS...MKS
k(c)ompanyPL
Kibic
IP: zapisany
Na forum od 8019 dni




Odp: Paprykarz Szczeciński - Prawdziwa Historia - 12/07/2004 11:21
> DZIEKI JESLI PAPRYKARZ SZCZECISKI ROBIA Z TEGO SAMEGO CO CIEKIE PARÓWKI W
> AGRYFIE TO JA TEGO NIEJEM BO TE PARÓWKI MAJA WSZYSTKO

Gdybyś wiedział z czego są robione inne produkty które z pewnością niewzykle ci smakują i zdecydował się tego więcej nie jeść to zdechłbyś z głodu :D Można tak zacząć wyliczać od chleba...


Herman Haken. Takiego Prezydenta potrzeba Szczecinowi.
Adriano
Kibic
IP: zapisany
Na forum od 8163 dni




Odp: Paprykarz Szczeciński - Prawdziwa Historia - 12/07/2004 12:26
> > DZIEKI JESLI PAPRYKARZ SZCZECISKI ROBIA Z TEGO SAMEGO CO CIEKIE PARÓWKI W
> AGRYFIE TO JA TEGO NIEJEM BO TE PARÓWKI MAJA WSZYSTKO

Gdybyś wiedział z
> czego są robione inne produkty które z pewnością niewzykle ci smakują i
> zdecydował się tego więcej nie jeść to zdechłbyś z głodu :D Można tak zacząć
> wyliczać od chleba...

...i skończyć na jogurtach !:D:D:D


"To że nie mam dresu jest powodem wielkiego stresu mojego superego..."

"Pijmy piwo, jedzmy Śledzie, będziem silni jak niedźwiedzie"

"Życie jest bardzo niebezpiecznym zajęciem. Śmiertelność sięga stu procent"
Wojtas.
Kibic
IP: zapisany
Na forum od 7924 dni




Odp: Paprykarz Szczeciński - Prawdziwa Historia - 12/07/2004 12:39
Łykasz Paprykarz i znikasz :P


Tylko Pogoń!
kawek
Kibic
IP: zapisany
Na forum od 8223 dni




Odp: Paprykarz Szczeciński - Prawdziwa Historia - 12/07/2004 13:30
Ten artykuł powinien zostac umieszczony w podrecznikach do historii :D


ekil
Kibic
IP: zapisany
Na forum od 8186 dni




Odp: Paprykarz Szczeciński - Prawdziwa Historia - 12/07/2004 14:19
Jestem Paprykarzem(szczecinianinem:) ) i jestem z tego dumny !!:D /jem paprykarz


k(c)ompanyPL
Kibic
IP: zapisany
Na forum od 8019 dni




Odp: Paprykarz Szczeciński - Prawdziwa Historia - 12/07/2004 15:51
Ja również nie omieszkam od czasu do czasu dla smaku przetrącić zawartość ów puszki:P
Tak na marginesie... podaję jedno z zastosowań Paprykarza:
Wracając razu pewnego z Wawy (pociąg z Terespola) udało nam się upolować wolny przedział(było nas 4). Byliśmy już spłukani do reszty(ostatnie pieniądze poszły na browary i bilety)ale jeden kumpel jeszcze na zagryche kupił Paprykarz. Pierwszy raz mi się zdażyło tak zakąszać:) Ale nie o to chodzi. Po otworzeniu puszki... cały przedział tak przesiąknął zapachem ryby, że już nikt się do nas nie dosiadł, chciaż było sporo luda:D Po paru browarach już nic się nie czuło tylko poszło się spać:D Wniosek:
Chcesz podróżować wygodnie... zabierz ze sobą Paprykarz... i browary:D


Herman Haken. Takiego Prezydenta potrzeba Szczecinowi.
Pilar
Kibic
IP: zapisany
Na forum od 8178 dni




Odp: Paprykarz Szczeciński - Prawdziwa Historia - 12/07/2004 16:19
ale macie bombe chlopaki
Ja mam jeszcze lepsza propozycje - uszyjmy flage "MAGNOLIE SZCZECIŃSKIE" przecież nasze miasto w całej Polsce właśnie się kojarzy z Magnoliami
Dobry tekst na flage to jeszcze "KASKADA COMMANDO" - takie historyczne
Małolatom dla przypomienia - KASKADA to najlepszy klub w latach 60 - początek 80 w Polsce !!! gdzie stałymi bywalcami byli szczecińscy gitowcy oczywiście kibice Pogoni

HISTORIA KASKADY

Kaskada - legenda Szczecina

"Kaskada", otwarta 21 kwietnia 1962 roku, spłonęła 27 kwietnia 1981 roku. Pożar wybuchł rano, kiedy w budynku było około 20 osób, głównie uczniów zespołu szkół gastronomicznych odbywających tu praktykę. Spośród czternastu osób, które zginęły w płomieniach oni stanowili większość.

Jak ustaliła komisja, przyczyną pożaru było silne iskrzenie przy gniazdku elektrycznym, do którego był włączony odkurzacz. Szybkie rozprzestrzenienie się ognia było spowodowane tym, że obiekt był wybudowany z materiałów łatwo palnych, a konstrukcja budynku była pozbawiona stropów oddzielających poszczególne kondygnacje. Powstał więc efekt "komina".

Dlaczego o tym wspominamy? "Kaskada" nie była takim zwyczajnym, jednym z wielu ówczesnych lokali łączących gastronomię z rozrywką. To było miejsce - znane w Europie i trochę dalej, głównie za sprawą marynarzy licznie odwiedzających w owych latach szczeciński port - co trzeba dziś przypomnieć - wówczas największy na Bałtyku. W Szczecinie więc najszerszym frontem spotykał się socjalistyczny Wschód z kapistalistycznym Zachodem. Kaskada była dla obcych marynarzy witryną polskiej kultury...



Dwa słowa historii


Gmach, w którym działała "Kaskada", wybudowano w roku 1829. Jego właścicielem był Otto Ponath, który po powrocie z Ameryki postanowił zainwestować pieniądze w Szczecinie. Wybudował lokal gastronomiczny o nazwie "Kaffe Bismarck" potocznie nazywany "Haus Ponath". Na trzech piętrach były restauracje, winiarnie, piwiarnia i sala bilardowa. Najwyżej znajdowała się kawiarnia, z której roztaczał się wspaniały widok na miasto.

Podczas wojennych nalotów latem 1944 budynek ucierpiał i dopiero po kapitalnym remoncie w kwietniu 1949 roku otwarto w nim dom towarowy. Na ostatnim piętrze czynna była restauracja, a na drugim kawiarnia.

Pod koniec lat 50. postanowiono tu stworzyć centrum rozrywkowe. Szczecińskie Zakłady Gastronomiczne "Północ" przez pięć lat prowadziły prace adaptacyjne. Nazwę "Kaskada" wymyślili szczecinianie. Salę na parterze nazwano "Kapitańską". To imię nadali jej czytelnicy "Kuriera Szczecińskiego". Nad "Kapitańską" było "Rondo", jeszcze wyżej "Słowiańska", a na samej górze "Pokusa". Lokal, jak na owe czasy prezentował się okazale i był miejscem pracy dla przeszło 200 osób.
- Na otwarciu występował kabaret hrabiego Dzieduszyckiego - wspomina Bronisław Mańczak, pracujący w "Kaskadzie" od chwili otwarcia lokalu. Przez sześć lat był szefem kombinatu.
- Przez 19 lat istnienia przez "Kaskadę" przewinęło się wielu znanych artystów. Występował tu m.in. słynny dziś w świecie tenor Ryszard Karczykowski (bożyszcze szczecinianek), Helena Majdaniec, Katarzyna Sobczyk, Czerwone Gitary, Skaldowie, Karel Gott, Czesław Niemen i szczeciński zespół "Filipinki". To właśnie w "Kaskadzie" na balu maturalnym zaśpiewały po raz pierwszy swój przebój "Żegnaj profesorze" - wspomina Mańczak.


Pierwszy striptiz


Na początku 1965 roku odbył się w "Kaskadzie" pierwszy w Polsce striptiz. Występowały wówczas artystki z Jugosławii, Czechosłowacji, Danii i Francji. Polki odważyły się zadebiutować w tej konkurencji dopiero kilka lat później. "Kaskada" miała także swój kabaret, a także słynną "Wiosnę orkiestr". Była to prezentacja zespołów muzycznych pod patronatem "Kuriera Szczecińskiego". Zespołem, który potem zrobił karierę poza granicami Polski, była "Coma 5". Zgodnie z tradycją, Każda zabawa kończyła się utworem "Portowe światła lśnią".

"Kaskada" znana była w całej Europie z "panienek", które polowały tu na dewizowych klientów, a szczególnie marynarzy. Nic dziwnego, że potocznie lokal zwano "Kaśka da". Przedstwaicielki najstarszej profesji świata miały jednak kategoryczny zakaz wstępu do sli Kapitańskiej na parterze kombinatu. Tu także nie wpuszczano cinkciarzy, a goście musieli mieć marynarkę i krawat. Tych ostatnich pożyczali uczynni szatniarze. Kelnerzy nosili muszki i białe rękawiczki. Nic zatem dziwnego, że w "Kapitańskiej" odbywały sie liczne imprezy dla ówczesnych VIP-ów. Jak wspominają pracownicy "Kaskady", nigdy nie zdarzyło się by ktoś nie zapłacił rachunku.


Towarzysz W. się zapomniał


Z salą Kapitańską związany jest pewnien epizod z udziałem ówczesnego pierwszego sekretarza KW PZPR towarzysza W., który lubił "balować" w "Kaskadzie". Pewnego dnia przybył tu ze swoją świtą i małżonką. Panowie tak się rozbawili, że postanowili odwiedzić pierwsze piętro, gdzie urzędowały "panienki", którym wstęp do "Kapitańskiej" był zakazany. Towarzysze wyrwali się do "Rondo", gdzie popijali drinki razem z paniami do towarzystwa. Przyłapani zostali na tym przez żonę "pierwszego", która postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce. W ubikacji doszło do bójki z jedną z panienek. Portierzy z trudem rozdzielili niewiasty...
Następnego dnia zadzwonił telefon z KW, gdzie "zaproszono mnie na dywanik" - wspomina Mańczak. Przyjął mnie sam "pierwszy" w towarzystwie komendanta wojewódzkiego milicji. Wyglądało to groźnie, obawiałem się najgorszego, ale sekretarz wyciagnął butelkę czegoś mocniejszego i zaczęliśmy się zastanawiać co dalej. Postanowiliśmy, że przez sześć miesięcy "panienki" będą miały całkowity zakaz wstępu do "Kaskady".

Zarządzenie sobie a życie sobie. Może nie tyle życie, co portierzy stojący na "bramce". Po prostu brali "w łapę" od panienek i w ten sposób służebnice Wenery szybko wróciły do pracy. Potem była głośna sprawa sądowa, w której na ławie oskarżonych zasiedli portierzy. "Panienki" nikogo nie sypnęły, ale personel portierni wymieniono.


Wesoły minister


Do dziś pracownicy "Kaskady" wspominają przyjęcia organizowane przez szczecińskich bonzów z Komitetu Wojewódzkiego. Wspomniany tow. W. - znany ze swej tuszy - miał taki zwyczaj, że do północy jadł, a potem wzorem towarzyszy ze Wschodu wypijał "stakany". Dość często biesiadował w "Kaskadzie" w towarzystwie pewnego szczecińskiego ministra, który lubł wyrwać się do motelu "Relax" na rogatkach Szczecina, w okolicach Płoni (były to wagony kolejowe). Tam balował w miłym towarzystwie. Zniknięcie ministra stawiało na nogi jego ochroniarzy, którzy alarmowali milicję, ta zaś wszczynała poszukiwania.

A propos milicji, kiedy w pamiętnym 1970 roku płonął Komitet Wojewódzki PZPR z dachu "Kaskady" robił zdjęcia m.in. fotoreporter "Kuriera". Potem dość długo musiał się tłumaczyć nie tylko on, ale także szefowie kombinatu.

Na początku lat 70. zaczęto wydawać w "Kaskadzie" posiłki regeneracyjne dla milicji. Potem modne stały się obiady abonametnowe, któych wydawano dziennie nawet dwa tysiące. Klientów personel nazwał "pchełkami", gdyż trzeba było wokół nich skakać za friko. Do obsługi gości abonamentowych wysyłano najbardziej "podpadniętych" pracowników, dla których była to kara. Klient to był marny, napiwków nie dawał. Na te można było dopiero liczyć wieczorami.

Jeden ze znanych dziś polityków przyprowadzony przez swego kolegę ze studiów - szczecinianina, gdy trafił na jedną z sal na piętrze, chwycił się za głowę - "O Boże, tu same dziewczyny na służbie, i jeszcze w wieku mojej mamy..." Cóż, w "Kaskadzie" w latach 60. rządziły wytrawne profesjonalistki, młodsze roczniki weszły dopiero w latach 70.

* * *

Panowie wyluzujcie bo naprawde szkoda waszych postów [Ostatnio edytowane przez kaziuk: 2004-07-12 16:43]


M@ZUR
Kibic
IP: zapisany
Na forum od 8253 dni




Odp: Paprykarz Szczeciński - Prawdziwa Historia - 12/07/2004 16:42
Oj nie szkoda naprawdę magiczny produk paprykarz :)


God, I'm glad I'm not me.

Kibic
IP: zapisany
Na forum od 7994 dni




Odp: Paprykarz Szczeciński - Prawdziwa Historia - 12/07/2004 18:35
Ciekawostka. Odpowiednik
> naszego paprykarza, wzorowany na szczecińskim, był produkowany w Kolumbii

To nieprawda że w Kolumbi rozsypuje się paprykarza (szczecińskiego) :)



Pogoń to barwy, historia, stadion, klimat - POGOŃ TO MY! || Hala Madrid!

Kibic
IP: zapisany
Na forum od 7994 dni




Odp: Paprykarz Szczeciński - Prawdziwa Historia - 12/07/2004 20:17
A to żeby "ubarwić" ten temat:

Obrazek JPG wstawiony na forum

Obrazek gif wstawiony na forum


Pogoń to barwy, historia, stadion, klimat - POGOŃ TO MY! || Hala Madrid!
 - 1  - 

!
   Error nr 1024;    Opis błędu: 1194: SELECT s.sesja_uzytkownik, s.sesja_zalogowany FROM forum_sesje as s, forum_uzytkownicy as u WHERE 1772495411 - UNIX_TIMESTAMP(sesja_czas) < 180 AND s.sesja_uzytkownik = u.id AND s.sesja_zalogowany = 'tak' ORDER BY u.nick ASC
Table 'forum_sesje' is marked as crashed and should be repaired
/home/sites/forum.pogononline.pl/include/class.baza.php/36
;

!
   Error nr 1024;    Opis błędu: 1194: Table 'forum_sesje' is marked as crashed and should be repaired
/home/sites/forum.pogononline.pl/include/class.baza.php/50
;

idź do góry   
  Użytkownicy on-line: 0 - Rekord: 102 - 06/04/2010 21:51

 Nie jesteś zalogowany. Możesz czytać forum, jednak aby napisać wiadomość lub zmienić ustawienia musisz się zalogować.
 l: h:


czas wykonania skryptu: 0.11 s. | wersja forum: 2.0-dev [historia]

regulamin | ostrzeżenia użytkowników
Forum służy do prezentacji opinii odwiedzających, którzy są w pełni odpowiedzialni za swoje wypowiedzi.
Serwis PogonOnLine.pl w żaden sposób nie odpowiada za opinie użytkowników.

© Pogoń On-Line 2000-2005